Welcome to our website !


Lato, gorąco, stołówka na koloniach.... Zwykle stołówka serwuje syfne jedzenie, ale dzisiaj bachory się cieszą bo jest szczawiowa...
Zupa szczawiowa kojarzy mi się właśnie z jedzeniem na stołówkach, bo jakoś w domu rzadko bywała. Na szczęście, akrat to wspomnienie stołówkowe jest miłe, w przeciwieństwie do wielu innych.
Ta więc gdy udało mi się nazrywać szczawiu „z nasypu“, tzn. wyżebrałem spory pęczek z ogródka wspaniałej mamy mojej koleżanki, postanowiłem odtworzyć ten hit wakacyjny. 


Zupa szczawiowa



Składniki (na 4 porcje):
- duży pęczek szczawiu (pewnie jakieś 300g)
- 4 ziemniaki
- 3 marchewki
- 2 pietruszki
- łyżka masła
- 3 łyżki jogurtu naturalnego
- 3 jajka
- ser feta
- pęczek koperku
- sól
- pieprz
 Czas przygotowania: 30 minut


Przygotowanie:
W pierwszej kolejności przygotowujemy warzywa na bulion. Obieramy marchewkę i trzemy na tarce o dużych oczkach. Można alternatywnie ją drobno pokroić, ale ja wolę tartą. Podobnie obieramy pietruszkę i kroimy drobno. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę.Pokrojone warzywa wrzucamy do 1,5 litra wody (lub bulionu jeśli mamy) i gotujemy. Dodajemy szczyptę pieprzu i łyżeczkę soli.

Gdy warzywa się gotują, przygotowujemy szczaw. Jeżeli danie ma być wegetariańskie, to przebieramy dokładnie szczaw w poszukiwaniu gąsienic i ślimaków. W przeciwnym wypadku płuczemy z grubsza w wodzie.
Czysty szczaw siekamy grubo nożem i podsmażamy na maśle na dużej patelni. Szczaw kurczy się bardzo przy smażeniu, więc można powoli go dokładać. Gdy już jest podsmażony, dodajemy go do gotujących się warzyw. Całość gotujemy aż ziemniaki będą miękkie. W tym samym czasie gotujemy 2 jajka na twardo.







Gdy ziemniaki są miękkie wyłączamy gotowanie. Oddzielnie mieszamy jogurt z jednym żółtkiem. Dodajemy kilka łyżek zupy żeby się zahartowało i mieszamy. Całość dodajemy do zupy i gotujemy jeszcze 5 minut. Dodajemy posiekany koperek i dosalamy do smaku.

Zupę podajemy z jajkiem i pokruszonym serem feta. Ten ostatni dodatek nie jest może bardzo kolonijny, ale smakuje świetnie.









Po dłuższej przerwie udało mi się w końcu zmobilizować i porobić zdjęcia kolejnego dania. Tym razem będzie to schabowy w wersji śródziemnomorskiej. Danie podpatrzyłem w mojej aktualnie ulubionej knajpie włoskiej - Pasta Mia na Marszałkowskiej. Jest to malutka restauracja z kilkoma dosłownie stolikami, ale kuchnia i obsługa są przemiszczowe. Byłem tam już dobre kilka razy, ale jadłem tylko dwa dania. Są tak zajebiste, że nie mogłem się powstrzymać żeby za każdym razem zjeść to samo. Jednym z nich jest właśnie kotlet Mediterraneo, czyli schab w sosie pomidorowym z oliwkami i kaparami. Danie przygotowuje się momentalnie, a efekt jest wspaniały. 

Kotlet Mediterraneo


 Składniki (na 4 porcje):
- 500 g schabu
- 2 puszki pomidorów krojonych
- 4 małe czerwone cebule
- garść oliwek
- 2 łyżki kaparów
- 2 ząbki czosnku
- oliwa
- oregano
- bazylia
- sól
- pieprz

Czas przygotowania: ok. 15 minut


Przygotowanie:
Cebule kroimy na pół, a następnie na plasterki i wrzucamy na patelnie z oliwą żeby się zeszkliła.
Oliwki kroimy na połówki i wraz z kaparami dorzucamy do cebuli. Dodajemy posiekany czosnek i smażymy przez kilka minut.



Dodajemy pomidory i kilka gałązek oregano. Solimy i pieprzymy do smaku. Do sosu dolewamy łyżkę octu z kaparów żeby wzmocnić jego smak. Alternatywnie można dodać łyżkę octu winnego.

W czasie gdy sos się podgotowuje, na drugiej patelni przygotowujemy schab. Schab kroimy w plastry o grubości ok. 1 cm i lekko rozbijamy pięścią na desce. Nagrzewamy patelnię i wrzucamy mięso. Schab ma się usmażyć bardzo delikatnie, żeby nie był za twardy, dlatego wystarczy minuta z każdej strony i jest gotowy. Alternatywnie, można udusić go bezpośrednio w sosie. Przestajemy podgrzewać sos i wrzucamy do niego schab i odrobinę bazylii.

Kotlet podałem podobnie jak u „Pana Włocha” tj. z tagliatelle wymieszanym z oliwą, posiekaną pietruszką i ostrą papryczka. Makaron można dodatkowo posypać tartym parmezanem. Całość komponuje się świetnie, a przygotowanie zajmuje minimalną ilość czasu.








Hiszpańska, wieprzowa kiełbasa chorizo to wyjątkowo wdzięczny składnik szybkich dań bez spinki. Pokrojona w cieniutkie plastry idealnie pasuje do hiszpańskiego sera i oliwek jako tapas. Grube plastry podsmażone na oliwie smakują wspaniale ze świeżą bagietką, a chorizo obrane ze skóry i drobno posiekane jest świetnym wypełnieniem meksykańskich tacos.
Chorizo jako składnik zupy jest pewnie rzadziej spotykane, ale z pewnością warto spróbować.


Pikantna zupa cebulowa z chorizo



Składniki (na 6 porcji):
- 200-250 g chorizo
- 2 czerwone papryki
- 6 średniej wielkości cebul
- 3 ząbki czosnku
- sos pomidorowy
- ostra papryczka
- 1 puszka lub słoik ciecierzycy
- sól, pieprz, oliwa

Czas przygotowania: ok. 30 minut


Przygotowanie:

Najpierw kroimy cebulę i paprykę na spore kawałki. Zupa musi mieć widoczne kawałki warzyw, dlatego nie należy kroić ich zbyt drobno. Pokrojone warzywa podsmażamy w dużym garnku w sporej ilości oliwy (2-3 łyżki). Następnie kroimy chorizo wzdłuż na ćwiartki, a potem na plastry o grubości ok. pół centymetra. 
Pokrojoną kiełbasę również smażymy w garnku. Gdy cebula się zeszkli dodajemy posiekany czosnek, papryczki i ciecierzycę.




Zalewamy mniej więcej 6 szklankami wody. W zależności od preferencji zupa może być bardziej lub mniej gęsta. Do gotującej się zupy dodajemy 2-3 łyżki sosu pomidorowego. Można dodać też 1 łyżkę koncentratu pomidorowego. Nie przesadzamy z pomidorami, mają jedynie nadać kolor i odrobinę smaku.
Całość gotujemy na małym ogniu przez jakieś 15 minut. Pod koniec gotowania doprawiamy solą.
Zupę można podać z pieczywem, np. podpieczoną bagietką. Ja do każdego talerza dodałem też jajo gotowane w koszulce na miękko. Wyszło naprawdę dobrze...







Kolejny szybki makaron. Znowu zainspirowałem się przepisem Jamiego Olivera. Tym razem jest to banalnie prosty makaron z sosem cytrynowo-parmezanowym. Robi się go w czasie potrzebnym do ugotowania pasty, czyli mniej niż 15 minut, a pachnie i wygląda mega świeżo i smacznie.

Cytrynowe pappardelle


 Składniki (na 2 porcje):
- 250g makaronu pappardelle (może być tagliatelle)
- 100 g parmezanu lub innego twardego sera, np. grana padano
- 2 jajka
- 1 cytryna
- kilka gałązek bazylii
- oliwa
- sól i pieprz 

Czas przygotowania: ok. 15 minut



 
Przygotowanie: 
W pierwszej kolejności wrzucamy makaron do gotującej się, osolonej wody. Podczas gdy makaron się gotuje,  oddzielamy żółtka z jajek i wrzucamy je do sporej miski. Ścieramy parmezan na drobnej tarce i mieszamy z jajkami. Dodajemy łyżkę oliwy. Do masy jajeczno-serowej ścieramy skórkę z całej cytryny i wyciskamy sok z połówki.


Wszystkie składniki mieszamy, dodając pieprz i odrobinę soli. Siekamy (w wersji ortodoksyjnej rwiemy rękami) bazylię na spore kawałki i zostawiamy na później.


Gdy makaron się ugotuje, przygotowujemy się do ostatecznej operacji mieszania go z sosem. Sosu nie gotujemy ani nie podgrzewamy, żółtka mają się lekko ściąć, a ser rozpuścić pod wpływem gorącego makaronu. Makaron powinien być wilgotny, żeby sos nie był zbyt suchy. Można to osiągnąć na dwa sposoby. Można odcedzać makaron tylko przez chwilę,  tak żeby zostało w nim trochę wody. Trzeba odpowiednio wyczuć moment, tak żeby pasta nie była ani zbyt mokra ani za sucha. Alternatywnie łatwiej będzie z gotującego się makaronu przelać 1-2 łyżki wody do sosu, a makaron porządnie odcedzić.

Gorący makaron mieszamy z sosem, dodajemy bazylię i gotowe!



  



Po trzech miesiącach nieobecności, Żarcie bez Spinki powraca… Z racji niedomagań sprzętowych, będzie się czasem zdarzało, że zdjęcia będą brzydsze niż wcześniej, ale postaram się to nadrobić.

Pierwszym daniem w nowym roku będzie wołowina z kimchi. Czyli krowa z kapustą kiszoną. Kimchi to pyszna, kwaśno-ostra kapusta pochodząca z Korei. Kapusta pekińska fermentuje z ostrą papryczką chili, imbirem, czosnkiem i innymi pysznościami, żeby nabrać swojego charakterystycznego smaku i zapachu. Najłatwiej kupić u nas kimchi w puszkach, czego dodatkową zaletą jest to, że może spokojnie poleżeć w oczekiwaniu na wenę kulinarną.


Wołowina z kimchi



Składniki (na 4 małe porcje):
- 300g kapusty kimchi
- 500g wołowiny (rostbef lub antrykot)
- 2 cebule
- 3 ząbki czosnku
- 2 papryczki chili
- oliwa
- sól lub sos sojowy
- olej sezamowy (można pominąć)
- 1 łyżka pasty miso

Czas przygotowania: ok. 20 minut




Przygotowanie:
W pierwszej kolejności podsmażamy na oliwie cebulę, pokrojoną w spore kawałki, posiekany czosnek i posiekaną jedną papryczkę. Oczywiście ilość chili zależy od osobistych upodobań. Drugą papryczkę również siekamy i zostawiamy do dekoracji/doprawienia na koniec.




Gdy cebula się zeszkli dodajemy kapustę i podsmażamy przez chwilę. Do warzyw dodajemy szklankę wody lub szklankę rozrobionej pasty miso. Danie przygotowane na wodzie jest również bardzo dobre, ale miso dodaje wspaniałego smaku umami.




W trakcie gdy warzywa dochodzą do gotowania, kroimy wołowinę w cieniutkie kawałki. Najlepiej przed gotowaniem włożyć mięso na 1 - 1,5 godziny do zamrażarki, będzie wtedy twardsze i łatwiej będzie pokroić w cieniutkie kawałki.
Gdy warzywa doprowadzimy do wrzenia, wrzucamy mięso i intensywnie mieszamy. W zależności od tego jak cienko udało nam się pokroić wołowinę, powinna być dobra w 30 – 90 sekund. Nie gotujemy jej za długo, tak żeby zachowała miękką strukturę.



Na sam koniec dosalamy do smaku solą lub sosem sojowym i dolewamy odrobinę oleju sezamowego do smaku. Olej ma intensywny smak, więc dodajemy go tylko trochę (ok. 1 łyżeczki).
Wołowinę z kimchi można podać z makaronem sojowym, ryżowym lub po prostu z ryżem, w każdej wersji jest pyszna.



Po ostatnich zakupach, uzbierały się w szafce składniki na tajskie zielone curry. Uwielbiam to połączenie delikatnego mleczka kokosowego i ostrego aromatycznego green curry. Pasta curry jest jedynie podstawą, w zasadzie do środka można dać jakikolwiek wsad: krewetki, wieprzowinę lub drób. Ja tym razem wybrałem indyka.

Green curry z indykiem


Składniki (na 4 porcje):
- 2 puszki mleczka kokosowego (po 400g)
- 1 saszetka pasty green curry
- 0,5 kg piersi z indyka (lub kurczaka)
- 1 młoda cukinia
- 1 cebula
- 2 zielone papryki
- 250 g fasolki zielonej
- 100g małych pieczarek
- kilka gałązek kolendry
- 1 papryka chili
- kilka liści cytrynowych
- sól

Czas przygotowania: ok. 30 minut




Przygotowanie:

W pierwszej kolejności kroimy warzywa na spore kawałki. Cebulę i paprykę od razu wrzucamy do garnka, żeby się lekko podsmażyły na oleju.


Gdy cebula się zeszkli, dodajemy pastę curry. Ilość trzeba potwierdzić z danymi na opakowaniu, bo różne pasty mają różną ostrość. Jedna saszetka zwykle przewidziana jest na ok. 0,5-0,8 l mleczka kokosowego. Danie to ma być ostre i niestety nie można iść tu na kompromis, bo pasta curry ma być aromatyczna. Jeśli dodamy jej za mało, wyjdzie danie mniej ostre, ale też bez smaku.
Gdy pasta się wymiesza, dolewamy mleczko kokosowe. Do mleczka wrzucamy pieczarki, pokrojone w połówki (ew. ćwiartki, jeśli są duże), cukinię pokrojoną w plastry lub ich połówki, fasolkę i liście limonki lub cytryny.





Gdy wszystko dochodzi do wrzenia, kroimy indyka na jak najcieńsze kawałki i wrzucamy do gotującego się curry. Jeżeli warzyw i indyka wyjdzie za dużo, najlepiej dolać więcej mleczka, ewentualnie odrobinę wody, ale nie za dużo, bo rozcieńczy smak kokosa.

Całość gotujemy jakieś 10 minut i dosalamy do smaku. Gotowe curry przelewamy do miseczek i dekorujemy chili i kolendrą. W oddzielnym talerzu podajemy ryż i jemy.






Znowu pora na rybkę. Tym razem jest to łosoś w sosie teriyaki. Jest to niesamowite połączenie ostrego i słodkiego smaku, które sprawia że prosta ryba staje się naprawdę wyjątkowa.


Łosoś Teriyaki


Składniki (na 4 duże porcje):
- 1 kg łososia (ładny oczyszczony z ości filet)
- 1 szklanka sosu teriyaki
- 1/3 szklanki sosu sojowego
- 4 łyżki miodu
- 2 ząbki czosnku
- 1 kawałek imbiru wielkości kciuka
- 1 limonka
- 1 papryczka chili
- 1 łyżka ziaren sezamu

Czas przygotowania: 30 minut (plus 2-3 godziny marynowania)


Przygotowanie:
Łososia należy umyć i osuszyć. Jeżeli w filecie są jakieś resztki ości, trzeba je powyjmować. Następnie filet kroimy na kawałki o szerokości ok. 5 cm.
Teraz pora na marynatę. Sos teriyaki, sos sojowy, sok z limonki, miód, czosnek, imbir i chili miksujemy w blenderze i zalewamy marynatą łososia. Odstawiamy na minimum 2-3 godziny.

Po zamarynowaniu, odlewamy marynatę i przecedzamy przez sitko, żeby odseparować większe kawałki. Odcedzony sos gotujemy na wolnym ogniu, żeby się zredukował i nabrał konsystencji gęstego syropu.

Łososia smażymy na patelni grillowej lub ewentualnie na zwykłej patelni. Jeżeli łosoś ma skórę, to w pierwszej kolejności smażymy stronę ze skórą. Jeżeli jest bez skóry, to obojętne z której zaczynamy. Smażymy na średnim ogniu, ponieważ sos ma dużo cukru i szybko się skarmelizuje, i może się przypalić. Pierwszą stronę smażymy 2-3 minuty, aż cienki koniec łososia się zaróżowi, wtedy przekładamy na drugą stronę na 1-2 minuty.

Usmażonego łososia polewamy sosem i posypujemy, uprażonymi wcześniej na suchej patelni, ziarnami sezamu.
Ja podałem go z makaronem ryżowym bun i sałatką z roszponki, marchwi i ogórka z dressingiem z oleju sezamowego i sosu sojowego.


Kupiłem niedawno polędwiczki wieprzowe i szukałem jakiegoś pomysłu na ich przyrządzenie. Mój wybór padł na śmierdzący ser pleśniowy. Przedstawiam zatem prościutki przepis na polędwiczki z sosem z sera pleśniowego. Z powodzeniem można w ten sposób przyrządzić schab, albo nawet pierś z indyka lub kurczaka.

Polędwiczki wieprzowe z sosem z sera pleśniowego


Składniki na 4 porcje:
- 1 gruba polędwiczka wieprzowa (może być też schab)
- 200 ml śmietany
- 150 g sera pleśniowego
- sól, pieprz
- oliwa

Czas przygotowania: ok. 15 minut




Przygotowanie:
Polędwiczkę kroimy na plastry grubości ok. 1,5 cm. Każdy plaster lekko rozbijamy pięścią na desce. Jeżeli używamy schabu, można go rozbić nieco mocniej.
Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy i smażymy polędwiczki po 3 minuty z każdej strony. Po usmażeniu przekładamy do głębokiego talerza i przykrywamy.

W czasie, gdy polędwiczki odpoczywają przygotowujemy sos. W rondelku podgrzewamy śmietanę, ale nie doprowadzamy do wrzenia. Do gorącej śmietany dodajemy pokrojony w kostkę ser i mieszamy, aż uzyskamy gładki sos. Dodajemy sporo grubo zmielonego pieprzu i gotowe.


Polędwiczki podałem na miksie sałat. Jako dodatek podałem grillowane warzywa i ziemniaczki w mundurkach.




Już niedługo staropolskie święto halloween. Z tej okazji kolejny pomysł na krem z dyni. Tym razem jest to tajska wariacja na temat dyni, czyli dynia z imbirem i mleczkiem kokosowym.


Krem z dyni po tajsku



Składniki:
- 1,5 kg dyni
- kawałek imbiru wielkości kciuka
- 1 ostra papryczka chili
- 2 puszki mleczka kokosowego
- 1 cebula
- 2 ziemniaki
- 3 ząbki czosnku
- 0,5 l rosołu drobiowego (może być z kostki)
- sól

Czas przygotowania: ok. 30 minut



Przygotowanie:
Cebulę i czosnek drobno siekamy, wrzucamy do garnka z odrobiną oleju i lekko podsmażamy. Dynię kroimy w kostkę i wrzucamy do garnka. Podobnie ziemniaki, obieramy i kroimy w kostkę. Wszystkie składniki zalewamy rosołem i 1 litrem wody. Imbir obieramy, kroimy drobno i dorzucamy do warzyw. Tak samo robimy z papryczką. Zarówno imbir jak i papryka dają ostry smak, dlatego można najpierw dać połowę i ewentualnie pod koniec gotowania dodać więcej do smaku.


Gdy wszystkie składniki są już miękkie (ok. 15-20 minut) miksujemy wszystko blenderem na gładką masę. Dodajemy mleczko kokosowe i jeszcze raz blendujemy i solimy do smaku. 
Do mojego kremu dodałem jeszcze bazylię cytrynową. Nie jest łatwo ją kupić, ale dodaje świetny cytrynowy aromat. Zamiast bazylii można dodać pastę z trawy cytrynowej.
Krem nalewamy do talerzy i dekorujemy. Ja do dekoracji użyłem mleczka kokosowego zmieszanego ze śmietaną 18% w proporcji 1:1. Dodatkowym bajerem było nalanie zupy do środka oczyszczonej dyni. Wyszło ciekawie, powstała organiczna waza.